czwartek, 10 listopada 2011

HOMESICK

Prowadząc bloga czuję się trochę jakbym się cofała.. Z tą różnicą, że tym razem (jeszcze) nie popadłam w zimowy nastrój. Chociaż chyba trochę się zaczyna. I zaczynam znowu marzyć o świecie, o moim cudownym świece do którego pewnie nigdy nie dotrę. A przynajmniej na pewno nie kiedy jestem tu- na Ziemi. Strasznie mi się marzą wrzosowe łąki, lekka mgła, klify, ciepła jesień latające nade mną duże ptaki i uczucie, że nic nie muszę robić.Ciepły sweter na podartej koszulce i z piórami we włosach. Jednak na pewno nie chcę być tam sama, wtedy cała magia się ulatnia i wszystko traci sens. Takie miejsce z kimś kogo kochałabym ponad życie byłoby spełnieniem moich marzeń. Nie umiem wyobrazić sobie stanu, w którym mogłabym być szczęśliwsza. Może niektórzy wolą milionerów ale mnie zdecydowanie bardziej zachęciłby uśmiechnięty chłopiec z bukietem świeżo zerwanych polnych kwiatów, z którym mogłabym zapomnieć o całym świecie.

podziwiam Tomika, że tak dobrze sobie radzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz