Przejdźmy dalej. Całowanie w szyję? No cóż, sytuacja była dziwna. Oczywiście, że było miło, oczywiście, że myślałam o tym, że nie powinnam, ale co miałabym zrobić? Na szczęście nie było to do końca całowanie, a już na pewno nie w takim kontekście, w jakim rozumie to przeciętny odbiorca. Nie wiem czy to dobre określenie, ale to całe przytulanie, mizianie i buziaki z Mateuszem są po prostu przyjacielskie. Wiem, że on tego nie traktuje poważnie i niesamowicie się cieszę, że ja też. (PS- wiem, że nie powinnam tego mówić, a on na pewno się o tym nie dowie, ale to niesamowicie przyjemne kiedy trzyma dłoń na moim kolanie, obejmuje albo głaszcze po plecach i szyi :) )
Mówienie o swoich uczuciach. To chyba najbardziej kłopotliwy dla mnie punkt. Zrobiłam to raz w życiu o nie oszukujmy się- wszytko wyszło dość żałośnie (nawet nie biorąc pod uwagę tego, że trochę naściemniałam). Jeszcze miesiąc temu myślałam, że byłam wtedy głupia, że były wakacje i że nigdy więcej się przed nim nie otworzę. Byłam w błędzie. Nie wiem czy to dobrze, czy źle ale ostatnio poważnie zaczynam się nad nim zastanawiać. Nie wiem co mam zrobić (on z dnia na dzień wygląda coraz lepiej, niech mnie w końcu chociaż przytuli! ) ale kiedy ktoś mnie ignoruje automatycznie z trybu "looser" przeskakuje na "fuckin attractive". Chyba nic na to nie poradzę. Zawsze tak było, teraz tak jest i chyba już tak mi zostanie.
Chciałam tu napisać o jeszcze jednym- trzecim i ostatnim M. Hm, już jutro sobota, zobaczymy jak to wszystko będzie wyglądało. Oczywiście wiem, ze nic się nie stanie ale chcę się przekonać o tym, jaki stosunek ma do mnie M. Może dobry, może zły, chyba wszystko okaże się na zimowisku, bo na obozie będzie już chyba za późno..
R. to już przeszłość (przynajmniej dopóty, dopóki się z nim nie zobaczę), za to coś cholernie pociągającego jest w K. Streszczając go BARDZO przedmiotowo- dobra dupa.
Podsumowując- co by nie mówić myślę, że nie jest najgorzej.