czwartek, 24 listopada 2011

Rozważania.

Jestem całkiem zadowolona. 15 rzeczy z 50, które zostały uznane za rzeczy miłe, za takie, które są przyjemne i takie, które chłopak powinien robić mam zaliczonych. Być może z kilku z nich nie jestem w pełni zadowolona. Co do niektórych wolałabym, żeby się nigdy nie przytrafiły. Mówię tu na przykład o punkcie dotyczącym leżenia na ramieniu chłopaka i wpatrywania się w gwiazdy. Wtedy wydawało mi się to fajne, było nawet zabawnie, dobrze się dogadywaliśmy. Ale teraz zastanawiam się, czy nie zrobiłam czegoś głupiego. Bolek odbierał wszystko inaczej niż ja. W pewnym momencie wydawało mi się, że jest cudowny, niesamowity i nie ma wad. Teraz widzę, że ma. Jednak może potrzebował kogoś, kto by go dowartościował? Czasem źle się czuję z tym, że nie jestem z nim do końca szczera, ale ciężko mi to zmienić. Bolek jest strasznie wrażliwy, mam nadzieję, że znajdzie w końcu kogoś odpowiedniego, za to jestem przekonana, że nie będę to ja.
Przejdźmy dalej. Całowanie w szyję? No cóż, sytuacja była dziwna. Oczywiście, że było miło, oczywiście, że myślałam o tym, że nie powinnam, ale co miałabym zrobić? Na szczęście nie było to do końca całowanie, a już na pewno nie w takim kontekście, w jakim rozumie to przeciętny odbiorca. Nie wiem czy to dobre określenie, ale to całe przytulanie, mizianie i buziaki z Mateuszem są po prostu przyjacielskie. Wiem, że on tego nie traktuje poważnie i niesamowicie się cieszę, że ja też. (PS- wiem, że nie powinnam tego mówić, a on na pewno się o tym nie dowie, ale to niesamowicie przyjemne kiedy trzyma dłoń na moim kolanie, obejmuje albo głaszcze po plecach i szyi :) )
Mówienie o swoich uczuciach. To chyba najbardziej kłopotliwy dla mnie punkt. Zrobiłam to raz w życiu o nie oszukujmy się- wszytko wyszło dość żałośnie (nawet nie biorąc pod uwagę tego, że trochę naściemniałam). Jeszcze miesiąc temu myślałam, że byłam wtedy głupia, że były wakacje i że nigdy więcej się przed nim nie otworzę. Byłam w błędzie. Nie wiem czy to dobrze, czy źle ale ostatnio poważnie zaczynam się nad nim zastanawiać. Nie wiem co mam zrobić (on z dnia na dzień wygląda coraz lepiej, niech mnie w końcu chociaż przytuli! ) ale kiedy ktoś mnie ignoruje automatycznie z trybu "looser" przeskakuje na "fuckin attractive". Chyba nic na to nie poradzę. Zawsze tak było, teraz tak jest i chyba już tak mi zostanie.
Chciałam tu napisać o jeszcze jednym- trzecim i ostatnim M. Hm, już jutro sobota, zobaczymy jak to wszystko będzie wyglądało. Oczywiście wiem, ze nic się nie stanie ale chcę się przekonać o tym, jaki stosunek ma do mnie M. Może dobry, może zły, chyba wszystko okaże się na zimowisku, bo na obozie będzie już chyba za późno..
R. to już przeszłość (przynajmniej dopóty, dopóki się z nim nie zobaczę), za to coś cholernie pociągającego jest w K. Streszczając go BARDZO przedmiotowo- dobra dupa.
Podsumowując- co by nie mówić myślę, że nie jest najgorzej.

czwartek, 10 listopada 2011

HOMESICK

Prowadząc bloga czuję się trochę jakbym się cofała.. Z tą różnicą, że tym razem (jeszcze) nie popadłam w zimowy nastrój. Chociaż chyba trochę się zaczyna. I zaczynam znowu marzyć o świecie, o moim cudownym świece do którego pewnie nigdy nie dotrę. A przynajmniej na pewno nie kiedy jestem tu- na Ziemi. Strasznie mi się marzą wrzosowe łąki, lekka mgła, klify, ciepła jesień latające nade mną duże ptaki i uczucie, że nic nie muszę robić.Ciepły sweter na podartej koszulce i z piórami we włosach. Jednak na pewno nie chcę być tam sama, wtedy cała magia się ulatnia i wszystko traci sens. Takie miejsce z kimś kogo kochałabym ponad życie byłoby spełnieniem moich marzeń. Nie umiem wyobrazić sobie stanu, w którym mogłabym być szczęśliwsza. Może niektórzy wolą milionerów ale mnie zdecydowanie bardziej zachęciłby uśmiechnięty chłopiec z bukietem świeżo zerwanych polnych kwiatów, z którym mogłabym zapomnieć o całym świecie.

podziwiam Tomika, że tak dobrze sobie radzi.

środa, 9 listopada 2011

blahblah

Also, let's strart this fuckin shit.
Hm, dziwne lepiej mi się myśli i pisze po angielsku. No ale fakyt zrobię mieszankę i przede wszystkim nie usunę tego bloga. Co do poprzedniego to sprawa wygląda zupełnie inaczej i chyba dobrze, że ten ciemny okres gimbusiarstwa mam już za sobą. Czy mam zbyt wysokie mniemanie o sobie? Momentami owszem. Ale to chyba dobrze, prawda? Właściwie to pierwszego posta chciałam napisać o koniu, ale może warto na początku skupić się na sobie a nie na kimś, o kim za kilka miesięcy nie będę już pamiętała ( o nie! nie chcę o nim zapominać, ale skoro związek z Bolkiem wydaje mi się być teraz bardziej realną opcją to o czym my rozmawiamy..) Co do mojej opinii o samej sobie.. no cóż nie oszukujmy się I'm fuckin awesome. Jestem lubiana, przede wszystkim przez samą siebie i nie ukrywam- odpowiada mi to. Może i brzmi to samolubnie ale dużo czasu i nerwów zajęło mi dotarcie do znalezienia się w takim stanie i zdecydowanie nie chcę z tego rezygnować.