środa, 9 listopada 2011

blahblah

Also, let's strart this fuckin shit.
Hm, dziwne lepiej mi się myśli i pisze po angielsku. No ale fakyt zrobię mieszankę i przede wszystkim nie usunę tego bloga. Co do poprzedniego to sprawa wygląda zupełnie inaczej i chyba dobrze, że ten ciemny okres gimbusiarstwa mam już za sobą. Czy mam zbyt wysokie mniemanie o sobie? Momentami owszem. Ale to chyba dobrze, prawda? Właściwie to pierwszego posta chciałam napisać o koniu, ale może warto na początku skupić się na sobie a nie na kimś, o kim za kilka miesięcy nie będę już pamiętała ( o nie! nie chcę o nim zapominać, ale skoro związek z Bolkiem wydaje mi się być teraz bardziej realną opcją to o czym my rozmawiamy..) Co do mojej opinii o samej sobie.. no cóż nie oszukujmy się I'm fuckin awesome. Jestem lubiana, przede wszystkim przez samą siebie i nie ukrywam- odpowiada mi to. Może i brzmi to samolubnie ale dużo czasu i nerwów zajęło mi dotarcie do znalezienia się w takim stanie i zdecydowanie nie chcę z tego rezygnować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz